Po godzinach – The Bro Code

the_bro_code_cover

Okładka The Bro Code

Z serii ciekawostek chciałbym podzielić się z wami rzeczą niezwykle ciekawą, która ostatnio wpadła w moje łapki. Chyba każdy miłośnik superbohaterów zna jakże interesującą produkcję “Dr. Horrible’s Sing-Along Blog”. Składający się zaledwie z 3 epizodów musical w uniwersalny, przejrzysty, a zarazem głęboki sposób ukazywał genezę superłotra.  Co ciekawe w tak niewielkiej formie po mistrzowsku zdołano to przedstawić, a dzięki unikalnemu stylowi stał się z miejsca pozycją kultową. Obraz pomimo humorystycznej konwencji zapadał na długo w pamięci, a samo zakończenie dosłownie wgniatało w fotel. Doktor był genialny również za sprawą odtwórcy tytułowej roli, którym był nikt inny jak Neil Patrick Harris (uwielbiam gościa!). I pomyśleć, że pamiętam go jeszcze jako nastoletniego Howsera. Cóż widocznie bycie doktorem jednak jest mu pisane. Dzisiaj jednak chciałbym nawiązać do jego innej roli, a raczej do płyty, którą bez przeszkód nazwać można słuchowiskiem. Mam tu na myśli “The Bro Code” nawiązujący do komediowego serialu “How I Met Your Mother” (Jak poznałem waszą matkę). Również książki, którą bez większych problemów kupić można w księgarniach wysyłkowych.

Płyta składa się  z 37 tracków, chociaż bardziej pasuje do nich nazwa “przepisów”, czy może “przykazań” – jakkolwiek ktoś chciałby to nazywać, jest ich naprawdę dużo bo aż ponad 100. Ich zadaniem jest wpoić nam podstawowe zasady, które uczynią z nas lepszych “braci”, a więc kumpli najlepszych z możliwych. Nie bez przyczyny nawiązałem na początku do Harrisa gdyż to właśnie jego bohater – Barney Stinson w finezyjny sposób prezentuje nam cały kodeks. Płyty nie należy oczywiście w żadnym wypadku odbierać poważnie, jest to typowy pastisz, którego zadaniem jest bardziej cieszyć niż dać do myślenia. Ale właśnie tutaj, w tym całym szaleństwie kryje się metoda. Twórcy zdołali z prostej rzeczy stworzyć coś naprawdę niezwykłego, pozostającego w naszej pamięci bardzo długo – do czego jeszcze nie raz się powraca. Niektóre teksty i sam styl wypowiedzi Barneya powodują gromkie wybuchy śmiechu. Zalecam słuchanie płyty z naszą drugą połówką, dzięki temu mogą czasami pojawić się  całkiem ciekawe sytuacje i gry słowne.

Jeśli jeszcze nie mieliście okazji poznać tej ciekawej płyty to szczerze do niej namawiam. Jej słuchanie daje naprawdę wiele satysfakcji (zwłaszcza męskiej części publiczności), ale przede wszystkim dobrze wyważonej, utrzymanej w ciekawym stylu i ze smakiem – zabawy. A przecież właśnie o to najbardziej chodzi.

Dodaj odpowiedź