Malbork – Nie dla idiotów

15 Lipiec 2009

Temat ten był już poruszany na kilku innych portalach związanych z naszym miastem. W świetle tego co jednak przez kilka tygodni obserwowałem postanowiłem, że i ja wtrącę swoje trzy grosze. Nie tak dawno temu w Malborku zrobiono przepiękny deptak, którego główną atrakcją jest bardzo ładna, ukryta w podłożu fontanna. Oczywiście pomimo tego iż jest to jawny dowód iż w naszym małym mieście w końcu coś się dzieje, malkontenci uważają inaczej. Przyznam szczerze, że Malbork pokochałem na nowo dopiero po kilkuletnim pobycie w Łodzi, faktycznie człowiek dopiero zaczyna za czymś tęśknić gdy to utraci. Na szczęście teraz już wiem i jeśli tylko Bóg da nie zamierzam się nigdzie ruszać. Chociaż zaklinać się nie będę gdyż niezbadane są ludzkie ścieżki. Wróćmy jednak do samej fontanny.

fontanna_malbork

Fontanna w Malborku

Już w dniu pierwszej prezentacji okazało się, że nie jest tak różowo. Fakt, projektant mógł pomyśleć o jakimkolwiek zabezpieczeniu swojego dzieła, ale z drugiej strony skąd miał wiedzieć, że ludzie okażą się tak głupi? Właśnie o tę głupotę się tutaj rozchodzi. Rozwścieczony tłum małolatów rzucił się na nowy twór niczym stado byków na czerwoną płachtę. Szkoda tylko, że byki z miejsca wygrywają bo mają chociaż jakiś powód swojego zachowania. Niestety tego samego nie można powiedzieć o części Malborskiej młodzieży. Chyba żadnemu z nich przez myśl nawet nie przeszło, że woda musi mieć gdzieś ujście. Co to, to nie… gdzie tam. Zatykane zadem wytryski fontanny to obecnie normalny obraz jaki spotykamy w naszym mieście. Jak najbardziej rozumiem młodość, dziecięcy szał i zabawę (sam nadal czuję się po części dzieckiem) tak czasem po prostu wypada pomyśleć. Gdzie do cholery podziewają się w takich momentach rodzice, czy to nie właśnie oni powinni uświadamiać swoim pociechom czego robić nie powinny. Gdzie byli? Tuż obok. Większość z nich siedzi zawsze na ławkach, patrząc pustym wzrokiem na swoje rozbrykane dzieciątka. Są szczęśliwi,  i szczerze wcale się im nie dziwię, też byłbym zadowolony gdybym miał je chociaż na moment z głowy. Ale czy nie lepiej kupić im Lego lub włączyć Tv? Inna sprawa, że wszystko to przybrało już wymiar absurdu, gdyż większość z dzieciarni biega po środku miasta w slipkach i strojach kąpielowych. Może nadszedł już czas by uświadomić im, że istnieje coś takiego jak morze? I co więcej nie jest aż tak daleko. Ponownie zapytam… gdzie są rodzice?

Jasne. Potrafię zrozumieć, że dla każdej matki jej dziecko jest najpiękniejsze. Ale na Boga, mamuśki kiedy zrozumiecie, że dla przypadkowej osoby lub co gorsza turysty będzie to po prostu kolejny spasiony hamburgerami (obok znajduje się McDonald), ubrany w obcisłe spodenki, rozwydrzony bachor i nie każdy musi chcieć go w takim stanie oglądać. Wiem, wiem lubicie chwalić się swoimi pociechami, ale od tego jest rodzina, róbcie to więc przed nią – lub na Naszej Klasie. Przy okazji tej kwestii naszło mnie też niezbyt przyjemne przemyślenie. Chyba większość z rodziców nie zdaje sobie sprawę, że puszczając 9 letnią dziewczynkę w bikini na środek miasta robią jawną i całkiem legalną imprezę dla pedofilii? Jasne, że nie. Niech się dzieci “bawią” niszcząc przy tym cudzą własność. Fontanna od swojego otwarcia była już naprawiana zdaję się 2 razy. Kto wie może więcej, przestałem już zwracać uwagę na liczbę. Nasuwa się więc pytanie. Czy tak naprawdę warto coś robić dla społeczeństwa? Przecież i tak zawsze jest źle, gdy nic nie ma ludzie psioczą, gdy już jest sami doprowadzają to do ruiny. Przez głowę przechodzi tylko jedno słowo… żal mili państwo, żal. Tyle prawicie nam o niepoprawności młodzieży, twierdzicie jaka to jest ona obecnie zbuntowana i nieprzyjemna a sami nie potraficie wychować własnych dzieci. I wiecie co, zapewne kiedyś to samo będą mówić o nich. Chciałbym zobaczyć wtedy wasze pytające miny – w końcu w dużej mierze to właśnie wy się do tego przyczyniacie.

zamek_makieta

Miniaturowy Zamek Malborski

Malbork – Nie dla idiotów, chociaż spokojnie można zamienić to zdanie na dowolne miasto. Czy kiedykolwiek doczekamy się zadbanych trawników i czystych ulic? Czy w końcu mieszkańcy zrozumieją, że niszczą swój własny dom, swoje miasto? Po tych kilku odwiedzinach deptaka niestety śmiem w to wątpić. Może i wyjdę na sceptyka ale przynajmniej na oko wygląda to coraz gorzej. Mam tylko nadzieję, że w końcu miasto przydzieli odpowiednie służby porządkowe do pilnowania fontanny. Nie chciałbym bowiem by spotkał ją los miniaturowego modelu Zamku, którego zamknięto niczym małpę w klatce gdyż gówniarzerii zachciało się zabrać kawałek do domu…

Bo chociaż powiadają, że nadzieja jest matką głupich nadal kocham swoją matkę i wierzę, że coraz więcej ludzi zacznie dostrzegać nie tylko swoją własną wycieraczkę. W końcu to jak zbudowany będzie przyszły świat, zależy od nas i naszych dzieci. Może więc już teraz warto zwrócić uwagę co robią wasze pociechy?

Sex w wielkim kinie

14 Lipiec 2009
repo_poster

Repo! The Genetic Opera! - jeden z plakatów

Od dłuższego już czasu obserwuję wśród tak zwanych fanów dziwną modę, która w swoisty sposób zaprzecza ich człowieczeństwu. Mam w tym miejscu na myśli zdegustowanie, w niektórych przypadkach wręcz odruchy wymiotne w chwilach gdy na ekranie pojawia się chociaż skrawek nagiego, ludzkiego ciała. Jest to fenomen na tyle wielki, że często nie może zostać objęty przez mój umysł, a chcąc nie chcąc za głupiego człowieka się nie uważam – chociaż z drugiej strony nie mi to oceniać. Przejdźmy jednak do konkretów.

Jeszcze gdy byłem małym dzieckiem wydawało mi się, ba byłem i nadal jestem wręcz przekonany, że ludzie walczą z ograniczeniem i cenzurą. Dlaczego więc w czasach gdy jej brak jest naprawdę możliwy, w czasach których jakby nie patrzeć żyjemy tak bardzo boimy się tego co ludzkie? Jeśli ktoś potrafi odpowiedzieć na to pytanie, to na pewno ja tą osobą nie jestem. Mogę jednak śmiało wyciągać pewne wnioski, obserwować i uczyć się życia, co też każdy człowiek robić powinien. Jeszcze w podstawówce pamiętam lekcję biologii, na których nauczycielka uświadamiała nasze koleżanki, że syndrom założonych rąk w celu ukrycia piersi nie wychodzi na zdrowie. Jasne, w tym wieku człowiek dojrzewa, jego ciało zmienia się z dnia na dzień, a same zmiany czasem przerastają nas na tyle iż nie potrafimy ich od razu zaakceptować. Ale jeśli wspominany wyżej syndrom występuje u dojrzałej kobiety to z przykrością muszę stwierdzić iż jest tu coś nie tak. Ile to razy słyszę, lub czytam teksty kobiet, które czują obrzydzenie na widok wielkich piersi u bohaterek gier wideo, lub krzywią się widząc obficie obdarzoną aktorkę w filmie. Zazdrość? Być może, ale moje drogie panie, prosto rzecz ujmując to samo nosicie od urodzenia przed sobą, a widok ładnych kobiecych piersi jeszcze nikogo nie zabił. Czas więc naprawdę dorosnąć…

300_oracle

300: Pamiętny taniec wyroczni

Niestety ten problem nie dotyczy tylko kobiet. Muszę przyznać bez bicia, iż szczerze rozbawia mnie mężczyzna (nie piszę tu o nastolatkach), który z dumą w głosie objaśnia jak czuje się zdegustowany widząc piękną, młodą i nie ma co ukrywać podniecającą kobietę na ekranie. Dlaczego tak mi wesoło? Po prostu dostaje się jej za piękno, a czyż nie jest to już  paranoja? Czy to nie właśnie  mężczyźni powinni podziwiać wdzięki płci pięknej, w końcu z takiego a nie innego powodu tak właśnie kobiety nazywamy. Nie chcę w tym miejscu promować pornografii, wręcz przeciwnie. Piszę wyłącznie o subtelnych i pięknie skomponowanych scenach miłosnych, które coraz częściej goszczą na naszych ekranach. Czy zacne grono czytających pamięta nocną scenę z “300″, po której Leonidas wyruszał na wojnę? Lub tańczącą  w narkozie wyrocznie? Na myśl przychodzi mi również obraz z Archiego w filmie “Watchmen”, cóż nie wiem jak wam ale mi Hallelujah nadal rozbrzmiewa w głowie. Może i jestem zbyt otwarty, może i jestem wyuzdany – kto wie, niektórzy zapewne nazwaliby mnie zboczeńcem. Ale uważam, że dla takich scen (nie tylko filmowych) warto być człowiekiem. W ciele ludzkim nie ma nic gorszącego… jest po prostu piękne.

Inna kwestia to wspomniane wyżej “wyuzdanie”, dorzucił bym do tego szczyptę niekoniecznie poprawnego fetyszu. Czy tak naprawdę jeśli wykorzystujemy je ze smakiem są to złe aspekty życia? Śmiem twierdzić iż nie, wręcz pokuszę się o napisanie iż mogą być bardzo pozytywne. W tym miejscu przypomnę jednak w bloku reklamowym iż mój tekst nie mówi o porno – dziękuję za uwagę, powróćmy do tematu. Nie wiem ilu z was obejrzało już “Repo!”, z tego co wiem nie prędko możemy się spodziewać go w naszych kinach (a może był i nic o tym nie wiem?), tak czy inaczej jest to doskonały przykład klimatycznego fetyszu, który nie gorszy a wręcz może nam dać sporo inspiracji (o ile sami coś tworzycie). Przykładów, w których znienawidzone przez tłumy wyuzdanie wylewa się wręcz z ekranu jest naprawdę wiele. By nie szukać daleko przytoczę tutaj “Spirit” – bardzo udany w moim odczuciu film. Czy mnogość pięknych kobiet w jakiś sposób tej produkcji zaszkodził? Jeśli bierzemy pod uwagę gusta to oczywiście tak, w końcu nie każda kobieta musi się nam spodobać. Ale tak obiektywnie panowie (i panie) kto z nas nie lubi patrzeć na piękne, niemal idealne sylwetki gwiazd, czy też bohaterów gier i komiksów? Przecież to właśnie my, widzowie w pewien sposób wykreowaliśmy ich tak a nie inaczej. Ankiety mówiące o liczbie mężczyzn grających kobietami nie oszukują, proszę nie róbcie więc tego sobie. Nie zaprzeczajmy na siłę temu kim jesteśmy. Przecież poza ciałami mamy jeszcze rozum i sami najlepiej wiemy jak go używać. Dlaczego niektóre osoby uważają, że może on istnieć bez ciała. Z góry przepraszam osoby, które moim wywodem poczuły się zgorszone, lub uważają, że publicznie szerzę herezję. Chociaż cholera… nie, nie przepraszam. Czas zaakceptować samego siebie, w innym przypadku odsyłam do “Plebani”. Bo tak naprawdę za co mam przepraszać? Za to, że jestem mężczyzną? Że podobają mi się kobiety? Cóż… po namyśle, nie zamierzam. W tych kilku, czasem bardziej, a czasem mniej składnych zdaniach chciałem jedynie powiedzieć… bądźmy w końcu ludźmi i zacznijmy się kochać jak ludzie.

watchmen_kiss

Watchmen: Pocałunek superbohaterów

Miało być o sexie a wyszło jak zwykle o miłości…

Po godzinach – The Bro Code

7 Lipiec 2009
the_bro_code_cover

Okładka The Bro Code

Z serii ciekawostek chciałbym podzielić się z wami rzeczą niezwykle ciekawą, która ostatnio wpadła w moje łapki. Chyba każdy miłośnik superbohaterów zna jakże interesującą produkcję “Dr. Horrible’s Sing-Along Blog”. Składający się zaledwie z 3 epizodów musical w uniwersalny, przejrzysty, a zarazem głęboki sposób ukazywał genezę superłotra.  Co ciekawe w tak niewielkiej formie po mistrzowsku zdołano to przedstawić, a dzięki unikalnemu stylowi stał się z miejsca pozycją kultową. Obraz pomimo humorystycznej konwencji zapadał na długo w pamięci, a samo zakończenie dosłownie wgniatało w fotel. Doktor był genialny również za sprawą odtwórcy tytułowej roli, którym był nikt inny jak Neil Patrick Harris (uwielbiam gościa!). I pomyśleć, że pamiętam go jeszcze jako nastoletniego Howsera. Cóż widocznie bycie doktorem jednak jest mu pisane. Dzisiaj jednak chciałbym nawiązać do jego innej roli, a raczej do płyty, którą bez przeszkód nazwać można słuchowiskiem. Mam tu na myśli “The Bro Code” nawiązujący do komediowego serialu “How I Met Your Mother” (Jak poznałem waszą matkę). Również książki, którą bez większych problemów kupić można w księgarniach wysyłkowych.

Płyta składa się  z 37 tracków, chociaż bardziej pasuje do nich nazwa “przepisów”, czy może “przykazań” – jakkolwiek ktoś chciałby to nazywać, jest ich naprawdę dużo bo aż ponad 100. Ich zadaniem jest wpoić nam podstawowe zasady, które uczynią z nas lepszych “braci”, a więc kumpli najlepszych z możliwych. Nie bez przyczyny nawiązałem na początku do Harrisa gdyż to właśnie jego bohater – Barney Stinson w finezyjny sposób prezentuje nam cały kodeks. Płyty nie należy oczywiście w żadnym wypadku odbierać poważnie, jest to typowy pastisz, którego zadaniem jest bardziej cieszyć niż dać do myślenia. Ale właśnie tutaj, w tym całym szaleństwie kryje się metoda. Twórcy zdołali z prostej rzeczy stworzyć coś naprawdę niezwykłego, pozostającego w naszej pamięci bardzo długo – do czego jeszcze nie raz się powraca. Niektóre teksty i sam styl wypowiedzi Barneya powodują gromkie wybuchy śmiechu. Zalecam słuchanie płyty z naszą drugą połówką, dzięki temu mogą czasami pojawić się  całkiem ciekawe sytuacje i gry słowne.

Jeśli jeszcze nie mieliście okazji poznać tej ciekawej płyty to szczerze do niej namawiam. Jej słuchanie daje naprawdę wiele satysfakcji (zwłaszcza męskiej części publiczności), ale przede wszystkim dobrze wyważonej, utrzymanej w ciekawym stylu i ze smakiem – zabawy. A przecież właśnie o to najbardziej chodzi.

Pustkowia i choroba popromienna

6 Lipiec 2009
Fallout 3

Penny Arcade Fallout comic - Plakat

Nowy blog i pierwsza wpadka. Co prawda po części nie z mojej winy ale jednak… Nowy wpis planowałem dać już jakieś dwa tygodnie temu, ale nie wyszło. Choroba całkowicie zwaliła mnie z nóg – tak więc nadal będę się nią usprawiedliwiał. Wszystko ma jednak swoje dobre strony i tak zdołałem w końcu nadrobić trzecią część sagi Fallout (tak wiem, późno… wstyd mi za to). Pozwolę więc sobie w skrócie napisać o moich wrażeniach względem tej produkcji.

Na początku chciałbym zaznaczyć iż fanem serii jestem od wielu lat, obie części Fallout przeszedłem na kilka (lub może nawet kilkanaście) przeróżnych sposobów. Przemierzałem pustkowia jako drań, aczkolwiek więcej razy jako porządny facet. No chyba jedyne czego nigdy nie spróbowałem to granie kobietą. To nadrobiła moja żona, więc nie muszę. Tak czy inaczej o trzeciej odsłonie serii nasłuchałem się naprawdę wiele niepochlebnych opinii. Ba, doszły mnie nawet słuchy, że 3 zbezcześciła świętość poprzednich części. Nic więc dziwnego, że podchodziłem do niej jak to jeża (niebieskiego jeża!). Jakże wielkie było moje zdziwienie gdy ukończyłem bardzo przyjemne i klimatyczne wprowadzenie. Przyznam, że bycie bobasem było naprawdę sympatycznym doznaniem, chociaż nigdy nie daruję ojcu iż kazał mi biegać o własnych nóżkach po krypcie… cóż, naukowiec. W końcu jednak mój bohater ujrzał po raz pierwszy słońce…

Właśnie wtedy to poczułem. “To” jest tutaj użyte celowo i najtrafniej określa uczucie, które wtedy mi towarzyszyło. Chyba jeszcze nigdy wcześniej nie było mi dane czuć się tak wolny w grze wideo (a przynajmniej nie było to częste). Mogłem iść dosłownie wszędzie – pomijając niewidzialne ściany na końcu mapki. Obejrzeć wszystko i teoretycznie wszystko zrobić. A przy tym być teoretycznie każdym (praktycznie nie, ponieważ taka gra jeszcze nie powstała) Było to po prostu coś niesamowitego! Nie będę nikogo oszukiwać, Fallout 3 ma liczne bugi, czasami są one bardziej niż upierdliwe. Gra potrafi się też nagle wysypać, co jest w tym najgorsze również na konsoli – co kiedyś było nie do pomyślenia. Ogrom świata, jego doznania, nieziemski klimat i nastrój sprawiają jednak, że szybko się o tych niedoróbkach zapomina. Do czego jednak zmierzam?

Otóż… Oficjalnie, czarnym na białym oświadczam iż jako wierny fan serii uważam, że Fallout 3 jest jej najlepszą odsłoną. A zmiany mechaniczne, które zostały tu popełnione wyszły grze tylko na lepsze. Niektórzy napiszą “jesteś pierwszym, który uważa, że 3 jest lepsza od 2!” – kto wie, być może. Na horyzoncie już widzę lecącą w moją stronę armię pomidorów. Nigdy jednak nie pisałem tego co “pisać wypada”. Do gry podchodziłem bardzo sceptycznie, a zostałem przez nią niemal zaczarowany. Przemierzanie pustkowi nie było jeszcze nigdy tak przyjemne. Mogę wypisywać tu dziesiątki powodów, które w moim odczuciu (co podkreślam – w moim) sprawiają, że Fallout 3 jest lepszy. Pytanie pozostaje – po co? Fanatycznych wyznawców gier retro i tak nie przekonam. A nie jest to przecież recenzja, a zwyczajny wpis na blogu… wpis fana, człowieka wiernego serii, który nie boi się spojrzeć prawdzie w oczy. Natomiast jako długoletni gracz z zadowoleniem mogę powiedzieć, że gry są coraz ciekawsze i oferują nam dużo więcej niż kiedyś i to cieszy… naprawdę cieszy.

Do zobaczenia zatem na bezkresnych pustkowiach!

Marianek podbija Malbork!

20 Czerwiec 2009

Nieco niestandardowo rozpocznę swoją działalność na stronie. Trochę się pochwalę, chociaż w zasadzie nie siebie a moją żonę. Tak się składa, że nie tak dawno temu w naszym mieście – Malborku został ogłoszony konkurs na oficjalną maskotkę, która miałaby je promować. Postanowiliśmy spróbować. Marianek powstawał szczerze mówiąc bardzo sprawnie, gdyż Denae miała jasno, sprecyzowany pomysł na tego sympatycznego bohatera. Co ciekawe, najdłużej zajęło jej chyba wymyślenie imienia, które pasowałoby do Malborka.

Tak czy inaczej, w końcu się udało i to nie byle jak. Po kilku dniach otrzymaliśmy wiadomość o wygranej! Tak, tak… od kilku dni to właśnie Marianek dumnie reprezentuje nasze fantastyczne miasto. Fakt ten niezmiernie mnie ucieszył i muszę przyznać, iż nadal przepełnia mnie duma. O samym Marianku możecie przeczytać w wielu gazetach. Między innymi w “Dzienniku Bałtyckim” i “Gazecie Malborskiej”. Niestety nie będzie mi dane potwierdzić jakoby Marian pojawił się w TVN24, chociaż z tego co słyszałem tak właśnie było. Jeśli wspomnianych gazet nie posiadacie nie musicie się obawiać, jak zapewnia miasto “Marianka czeka iście światowa kariera” (cytat z gazety) – jak będzie? Już wkrótce się przekonamy. A na razie przedstawiam wam maskotkę w całej okazałości. Przed wami… Marianek!

Marianek

Marianek

Prawda, że uroczy?